Pierwsze elektronarzędzie w domu to prawie zawsze ten sam dylemat: wiertarka czy wkrętarka? W sklepie obie leżą obok siebie, obie się kręcą, a sprzedawca najchętniej sprzedałby od razu zestaw. Tymczasem różnica między nimi jest zasadnicza i wybór złego narzędzia na start kończy się albo przepłaceniem, albo frustracją przy pierwszej ścianie z betonu.
Czym się to właściwie różni?
Wkrętarka jest lekka, ma regulację momentu obrotowego (ta charakterystyczna obręcz z cyferkami) i służy do wkręcania oraz delikatnego wiercenia w drewnie czy płycie meblowej. Wiertarka udarowa jest cięższa, mocniejsza i ma udar — mechanizm, który oprócz obracania wiertła uderza nim w materiał, dzięki czemu wgryza się w cegłę i beton. Wkrętarką nie zrobimy otworu w ścianie nośnej. Wiertarką da się wkręcać, ale to jak krojenie chleba maczetą: niby działa, tylko po co.
Jest jeszcze hybryda: wkrętarka udarowa akumulatorowa, czyli kompromis, który w mieszkaniu z płytą gipsową i cegłą dziurawką załatwia niemal wszystko. W bloku z wielkiej płyty bywa już za słaba.
Co wybrać na start w typowym mieszkaniu?
Prawda jest przewrotna: przez pierwszy rok domowego majsterkowania dziewięćdziesiąt procent zadań to wkręcanie. Meble z paczki, karnisze w drewnianej belce, półka na płycie, poluzowane zawiasy. Dlatego jako pierwsze narzędzie rozsądniej kupić dobrą wkrętarkę akumulatorową — im lżejsza, tym częściej faktycznie wyjmowana z szuflady. Parametry, na które warto patrzeć: dwa biegi, akumulator litowo-jonowy minimum 2 Ah (najlepiej dwa w zestawie, żeby jeden zawsze był naładowany), regulacja momentu i uchwyt samozaciskowy.
Wiercenie w betonie zdarza się w domu kilka razy do roku. I tu wchodzi opcja, o której mało kto pamięta: wypożyczalnie. Porządną wiertarkę udarową albo młotowiertarkę na jeden dzień remontu wypożyczymy za ułamek ceny zakupu, a sprzęt klasy budowlanej zrobi otwory szybciej niż domowa średnia półka. Kupować warto dopiero wtedy, gdy wiercenie przestaje być incydentem.
Na czym nie warto oszczędzać, a co można odpuścić?
Nie warto schodzić poniżej pewnego progu cenowego przy akumulatorach — najtańsze zestawy z marketowych koszy potrafią stracić pojemność po roku, a wymiana ogniwa kosztuje tyle co pół nowego narzędzia. Rozsądnie też trzymać się jednego systemu akumulatorów danej marki: kolejne narzędzia bez baterii w zestawie są wyraźnie tańsze, a jeden zestaw ogniw obsługuje całą rodzinę sprzętów. Odpuścić można za to walizkowe zestawy „150 elementów" — połowa bitów w takich kompletach nigdy nie wychodzi z pianki. Lepiej kupić kilka porządnych bitów i wierteł pod konkretne zadania. Z warsztatowego doświadczenia: dobre wiertło do betonu w rozmiarze szóstki i ósemki plus komplet bitów krzyżowych pokrywają większość domowych potrzeb na lata. Reszta dokupuje się sama, przy okazji kolejnych projektów.